![]() |
||||||
![]() |
||||||
profile;Nothing yet blah blah blah blah blah blah blah blah blah blah blah blah blah blah blah blah blah blah blah blah blah blahexits;
archives;SEEK AND DESTROYIn the sea without leesStandeth the bird of Hermes Eating his wings variable And maketh himself yet full stable When all his feathers be from him gone He standeth still here as a stone Here is now both white and red And all so the stone to quicken the dead All and some without fable Both hard and soft and malleable Understand now well and right And thank you God of this sight The bird of Hermes is my name eating my wings to make me tame. |
niedziela, 10.maja.2009, 17:11
Wybaczcie, pierwszy raz pisałam w pierwszej osobie. Zapewne wyszło kulawo. Łapanie błędów mile widziane.
Dedykuję Ponowi za szablon, Darii bo wygrała ankietę i Szyś bo jest Szysią. I speszjalowe dzięksy dla Bou za jakże wybitny, kreatywny i interesujący tytuł. Wszystko. Gatunek: One Shot Fandom: -brak- Wskazania: +16 Ostrzeżenia: kilka wulgaryzmów. Nienawidzę wtorków. We wtorki pracuję na nocnej zmianie - bufet jest zamknięty, a w całodobowym sklepie nie ma M&M’sów. Źle mi się pracuje bez tych kolorowych orzeszków w czekoladzie. Także we wtorki Chloe, która swoja drogą posiada uroczy charakter, ma w zwyczaju… albo nie, wróć, diabeł ma w zwyczaju ją gwałcić. Co wtorek. Noc w noc, około czwartej nad ranem. Gdyby nie ta mała ułomność byłaby naprawdę niezłą dziewczyną. Moim zdaniem nie powinna tu siedzieć, ale tak to jest jak się mieszka z rodzicami, którzy w trosce o zdrowie córeczki wysyłają ją do zakładu psychiatrycznego – jakby mogło to pomóc. Typowy czarny scenariusz dla osoby z delikatnym zaburzeniem psychicznym, który napisał nie kto inny, jak sam najwspanialszy Zbawiciel. Nie cierpię tego wyimaginowanego skurwysyna. Gdyby Chloe mieszkała sama w domu, gdzieś na obrzeżach miasta, nikt by się nie dowiedział o jej przypadłości. Nawet więcej, mogłaby pracować i adoptować sobie głuche dziecko, gdyby jej zegar biologiczny zaczął domagać się potomka. Może nie miałaby zbyt wielu przyjaciół, ale od czegoś ma mnie (i głuche dziecko). Mógłbym się z nią spotykać raz w tygodniu. Uwielbiam jej słuchać. Nikt nie umie opowiada o gwałtach tak jak ona. Żaden powalony Amerykanin ze swoim amerykańskim snem nie zna tylu przymiotników na ból i upokorzenie co ona. Genialna dziewczyna. Ochroniarz Billy też pracuje na nocnej zmianie. To jedyny dzień w tygodniu w którym ma zaszczyt przebywania z mą boską personą i chyba zdaje sobie z tego sprawę, bo stara się nie odstępować mnie na krok. Podąża za mną jak cień. Zgaduje, sypie jakimiś wybitnymi żartami, przynosi środową gazetę i wychwala pod niebiosa moje umiejętności. Houston, mamy problem! Gej na pokładzie naszego odrzutowca donikąd. Przykro mi Billy, jesteś całkiem zabawny i można podciągnąć cię do kategorii ludzi przystojnych, ale nie umawiam się z facetami z pracy. Taka żelazna zasada bezstresowej egzystencji. Ale wiem, że mi wybaczysz, w końcu mnie kochasz. Ogólnie we wtorki mam nieprzyjemność pracować ze zgrają debili. Zaczynając od Suzie, która za wszelką cenę chce się ze mną przespać. Zaliczyła już wszystkich facetów w tym budynku i zostałem jej tylko ja. O nie, nie licz na to suko, po moim boskim trupie. Warto też wspomnieć o Walkerze – psychiatrze alkoholiku, który prosi mnie o pieniądze na wódkę, dopóki nie ulituję się nad nim i wspólnie nie wypijemy karafki koniaku. Potem zamawiam mu taksówkę i volia! Do następnego wtorku rzecz jasna. Kolejną osobą jest pani Stone – nachalna pielęgniarka po pięćdziesiątce. Co mogę o niej powiedzieć? Z pewnością mnie lubi, nadużywa zwrotów ,,pan doktor” i ,,wspaniały człowiek”. Z zapałem maniaka rozwiązuje krzyżówki i przynosi mi powycinane z gazet sterty sudoku, bo ,,Pan doktor jest wspaniałym człowiekiem i takim inteligentnym panem doktorem, dlatego przyniosę panu doktorowi sudoku, co by się pan doktor nie nudził na dyżurze.” A ja, jak przystało na boga, składuję te śmieci w kieszeniach i na obchodzie rozdaję pacjentom. No dobrze, kilka nawet rozwiązałem. Nadal rozwiązuję, jak prądu nie ma. A ostatnio zdarza się to coraz częściej. Trzeba do szefcia pisemko wysłać o szwankującym generatorze. Tylko kto to napisze? Może udałoby mi się namówić panią Stone. Nie każdy przecież jest wspaniałym człowiekiem, a do tego takim zapracowanym jak ja. Jak każdy starzec pani Stone jest poczciwa, więc powinna się zgodzić przez wzgląd na moje wielkie zapracowanie. Nawet mógłbym ją polubić, gdyby nie ten cholerny akcent. Kobita przyjechała tutaj z Wielkiej Brytanii i nie może albo nie chce pozbyć się tego okropnego akcentu. I, jak już wcześniej wspomniałem, nazywa mnie doktorem. Problem tkwi w tym, że nie jestem żadnym doktorem. Jestem psychiatrą. Lekarze ratują ludzi, dbają o ich potrzeby, walczą z chorobami, są odpowiedzialni za swoje czyny. Ja nikogo nie ratuję, wręcz przeciwnie, przepisuję tony wyniszczających organizm psychotropów, by tylko mieć trochę spokoju od wrzeszczących wariatów. Rozmawiając z pacjentami pogłębiam ich urojenia, za co większość mnie lubi. Na tym polega bycie psychiatrą i nijak się ma do pracy lekarza. I jeszcze chrapie. Stara, brzydka baba, z pieprzniętym akcentem, która chrapie na nocnej zmianie. To wszystko. O reszcie personelu nie warto nawet wspomnieć. Dostaje konwulsji na samą myśl o tym, że udało im się dostać tutaj pracę. Podsumowując: Wszyscy najgorsi kretyni i inne poczwary pracują ze mną we wtorkowe noce. Wszystkie najgorsze rzeczy dzieją się we wtorkowe noce. A nie, przepraszam. Urojony poród pani Brown miał miejsce w sobotę rano. Byłem położną, oraz ojcem i chrzestnym obrusowego gałgana o imieniu Jackie, który miał udawać domniemane dziecko i, o dziwo, spełnił swoją role. Powinienem dostać za to premie. Niełatwo jest odebrać poród, którego nie ma, zwłaszcza, gdy ciężarna leży w spodniach z zaciśniętymi kolanami, krzycząc, że trzeba zrobić cesarskie cięcie, bo dziecko ma pępowinę obwiniętą dookoła główki - zero współpracy i USG w oczach. Swoją drogą to śmieszne być murzynem i mieć na nazwisko Brown, taka drobna złośliwość losu. Chociaż Black bardziej by pasowało; ona jest z tych ciemniejszych murzynów - Demokratyczna Republika Konga, Kenia, Zambia – te rejony. Nieważne, nie powinny mnie obchodzić ich nazwiska, trzeba się skoncentrować na przetrwaniu dzisiejszej nocy. Jejku, uchwyt od szafki znowu się urwał. Trzeba iść na kawę i kupić śrubki. Jutro wezmę wolne i pójdę pokontemplować wnętrze cerkwi. Cerkwie to cholernie seksowne budynki. Zwłaszcza jak prężą się pod nimi rosyjskie rasowe dziwki. ~fin~ Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
Komentarze (3), Dodaj
...
Cultivate your hunger before you idealize. Motivate your anger to make them all realize. Climbing the mountain, never coming down. Break into the contents, never falling down. |
![]() |
||||
|
|
||||||